Chwycił śpiącego za kołnierz koszuli i ściągnął z łóżka na podłogę. Nie na wiele się to zdało, bowiem intruz nadal tkwił w pijackim zamroczeniu i nie rozumiał, o co nam chodzi. W tym stanie rzeczy żadne perswazje nie mogły osiągnąć pomyślnego dla nas skutku. Nie pozostało nic innego, jak wyprowadzić pijaka na korytarz aż do schodów. Kiedy zamykałem drzwi dobiegł mych uszu rumor świadczący chyba tylko o szybkości, z jaką bezwładne ciało osunęło się po stopniach aż na sam dół, pod drzwi do bufetu. Po jakimś czasie na polecenie Karola miałem zajrzeć do naszych koni, wciąż jeszcze stojących przy słupach werandy. I z tego wynikła zupełnie paskudna historia. Wyrzucony przez nas pijak okazał się jednak dość trzeźwy, by rozpoznać mnie, gdy przeciskałem się ku wyjściu poprzez tłum gości. Łapsko wielkie jak łopata spadło mi na ramię i unieruchomiło. — Gringo! — usłyszałem pijany bełkot. Warto wyjaśnić, że słowo „gringo", chociaż to znaczy w języku hiszpańskim: cudzoziemiec, jest określeniem obelżywym.