Dziki Zachód nie bawił się w grzecznościowe konwenanse i omówienia, lecz wyjaśnia! sprawę prosto, nie zostawiając miejsca na żadne wątpliwości. Dziś mnie — jutro tobie. Szanuj zwyczaje i tajemnice innych. W c- własnym interesie. Nauczyłem się od Karola tych praw Zachodu, więc ani mi w głowie postało brać na spytki nieznajomego wybawcę. Pogawędziliśmy chwilkę na temat niedawnej bójki. Cudownym zbiegiem okoliczności nikt z nas trzech nie odniósł poważniejszego obrażenia. Mnie bolał tylko kark, Karol miał takie zatarcie skóry na dłoni, a nieznajomy — rysę na policzku. I to wszystko. — No, dżentelmeni — powiedział obcy — pora mi I wracać do El Paso, mam tam pewne sprawy do załatwienia. A wy? Oświadczyłem, że nie potrzebujemy odwiedzać po raz drugi miasteczka. — Szczęśliwej drogi! — krzyknął. Uderzył konia i po paru skokach osiągnął brzeg rzeki. W chwilę później skryły go przed naszymi oczami srebrne bryzgi wody. Przyznam szczerze, bardzo mnie to ucieszyło. Nie dlatego, iżbym nie poczuwał się do wdzięczności.